
Tak na swoim blogu podsumowywał rajd Baja Carpathia w Stalowej Woli Łukasz Łaskawiec „Niestety nie należał on do najszczęśliwszych w mojej karierze. Bynajmniej nie, dlatego, że coś mi nie wyszło. Wręcz przeciwnie. Dla mnie, jakby to nie zabrzmiało, pod względem sportowym był udany. Niestety nie dla wszystkich.
Dziś podczas wyścigu miało miejsce przykre zdarzenie. Jeden z motocyklistów uległ wypadkowi i niestety zmarł.
Po sobotnim wyścigu startowałem z pierwszego miejsca. Do mety udało sie dojechać mi i dwóm zawodnikom jadącym za mną. Jadący na motocyklu włoski zawodnik Andrea Brunod startował, jako czwarty i niestety już nie dotarł do mety. Cały rajd został zatrzymany i zawrócony do bazy.
Te zawody były strasznie pechowe już od samego początku. Na prologu samochodem dachowanie mieli węgierscy zawodnicy. W sobotę mojemu koledze z teamu Łukaszowi Lewemu w wyniku wypadku quad stanął w płomieniach i spłonął doszczętnie. Do najgorszego zdarzenia doszło w niedziele. Na trasie Baja Carpathia trzeba było mocno uważać, ponieważ drogi nie były zbyt szerokie.
Jeżeli chodzi o klasyfikację końcową, została ona rozstrzygnięta według sobotnich wyników.
Bardzo mi przykro z powodu tragicznej śmierci włoskiego motocyklisty”.
Źródło: www.blog.lukaszlaskawiec.com






