mdp
MDP Block: odcinek 1 i 2 – video
9 października 2013
cairoli
Droga do Mistrzostwa Świata JH84 i AC222
9 października 2013
Pokaż wszystkie

Enduro w nowej rzeczywistości. I i II eliminacja Mistrzostw Polski – Kielce 1990.04.07.-08

motox

motoxRok 1990 przyniósł w naszym kraju wiele zmian, także w sporcie motorowym, w porównaniu z minionym realno-socjalistycznym ustrojem politycznym. W życie wszedł Plan Balcerowicza. Kilka fundamentalnych reform państwa postawiło także przed ludźmi z Polskiego Związku Motorowego nowe realia i wyzwania, a także – co tu kryć – trudne orzechy do zgryzienia w dziedzinie ekonomii. Okazało się, że w związkowej kasie będzie znacząco mniej środków na organizację imprez, a ceny – zwłaszcza paliwa – mocno wzrosły. Z tematem problemu dopięcia budżetu aby móc rozegrać pierwszy w tamtym sezonie rajd Enduro zetknął się Klub Motorowy Celuloza Kwidzyn. Do kompletu doszło pozwolenie na zabudowanie terenu, gdzie do tej pory rozgrywano podczas kwidzyńskich zawodów Próby Szybkości Terenowej. Jednym słowem: klops…     

Postanowiono zwrócić się z prośbą o uratowanie kalendarza imprez do powstałego w styczniu 1990 roku na gruzach Sekcji Motorowej MKS Korona Kieleckiego Towarzystwa Motorowego Novi. Co prawda wówczas w Kielcach wszyscy zajęci byli głównie przygotowaniami do czerwcowej imprezy stanowiącej polską rundę nowo wprowadzonych Mistrzostw Świata Enduro, ale postanowiono zorganizować inauguracyjny rajd sezonu, traktując to jako wprawkę przed 48 Rajdem Świętokrzyskim.

Wiceprezes KTM Novi Jerzy Syska potrafił zjednać do pomocy przy imprezie oprócz swoich ludzi także wypróbowanych przyjaciół – działaczy Kieleckiego Klubu Motorowego i Automobilklubu Kieleckiego. Ci oczywiście nie odmówili pomocy przy organizacji rajdu. Takie działania miały miejsce wielokrotnie w przeszłości i bardzo za tę konsolidację chwalono kieleckich działaczy.     

Pomoc ze strony federacji była ( w porównaniu z poprzednimi latami ) raczej skromna. Okazało się jednak, że rajd Enduro był wówczas na Kielecczyznie na tyle nośnym – i z tradycjami! – tematem, iż udało się uzbierać dość spore grono lokalnych sponsorów. Wsparli oni nader wydatnie rajd, czy to rzeczowo, finansowo, czy wreszcie fundując atrakcyjne jak na tamte czasy nagrody.

Kierownikiem rajdu został Marek Sikora z KTM Novi. Trasę, powracającą do koncepcji rajdów o Puchar Pokoju i Przyjazni z pierwszej połowy lat osiemdziesiątych, opracował zespół pod kierownictwem Zbigniewa Banasika. Próbę Szybkości Terenowej na terenie Grząbów Bolmińskich wytyczyli ludzie kierowani przez Jerzego Syskę.    
Początkowo zawody miały się odbyć w terminie 31 marca – 01 kwietnia 1990 roku. Pewne przyczyny natury organizacyjnej wymusiły jednak przesunięcie terminu rajdu o tydzień pózniej: 07 – 08 kwietnia. Jako bazę imprezy wybrano w miarę tani Ośrodek Łuczniczy Stella na Słowiku. Biuro Zawodów przyjęło zgłoszenia niemal setki zawodników do mistrzostw krajowych ( rozgrywek pucharowych wówczas nie prowadzono ). W stawce sporo znanych nazwisk: Jacek Lonka, Zbigniew Banasik, Ryszard Gancewski, Maciej Wróbel, Andrzej Tomiczek, Jacek Czachor, Piotr Kasperek… Długo wyczekiwany powrót na rajdowe trasy Ryszarda Augustyna stał się faktem. Po ponad półtorarocznej nieobecności spowodowanej operacjami kolana i związanymi z powyższym komplikacjami twardy chłopak z Oleśnicy ( koło Buska-Zdroju ) powrócił do rajdowej rodziny.

Próżno natomiast było szukać na liście startowej Zbigniewa Przybyły. Drugi w klasie 250 ostatniego w historii Pucharu Pokoju i Przyjazni, trzeci w generalce Rajdu Inków`89, wicemistrz kraju w klasie powyżej 250, złoty medalista 64 Sześciodniówki Motocyklowej w Walldurn, popularny ” Gucio ” nie pojawił się w gościnnych progach Stelli. Powodem było mocne iskrzenie pomiędzy WKM Wschowa, gdzie Zbigniew Przybyła chciałby startować, a jego dotychczasowym klubem, czyli Zagłębiem Miedziwym Głogów. To ostatnie nie chciało nawet słyszeć o transferze ” Gucia ” do Wschowy ( gdzie nota bene Zbigniew Przybyła mieszka ). Efektem tych niesnasek była roczna karencja dla zawodnika w sezonie 1990. Jest takie powiedzenie o psie ogrodnika… A z perspektywy lat – warto było jeść tę żabę? Tak trudno było jakoś się dogadać?

Przygotowano pętlę o długości około czterdziestu ośmiu kilometrów, którą zawodnicy ( poza klasą 50 ) pokonywali w sobotę czterokrotnie. Trasa wiodła ze Stelli przez mocny podjazd pod górę Patrol do Zagórza, poprzez górę Belnią, w pobliżu Gałęzic i do Miedzianki. Stamtąd w kierunku Bolmina. Na Grząbach Bolmińskich walczono z czasem podczas Próby Szybkości Terenowej. Potem trasa wiodła przez Grzywy Korzeczkowskie Korzecko, na górę Zelejową, potem do Zawady, Szewców i zjazd z góry Patrol na Słowik.     Tuż po starcie czekała zawodników i kibiców próba mocnych nerwów. Nad wezbranym po wiosennych roztopach potokiem rzeki Bobrzy ułożono dwie żerdzie wzmocnione poprzecznymi szczeblami. Żadnych poręczy! Najmniejszy błąd w sztuce operowania gazem i… nieplanowana kąpiel gotowa! Na szczęście nikt nie nurkował w odmętach Bobrzy. Dodatkową atrakcją po pokonaniu tego mostka była rosnąca po każdym przejezdzie kolumny motocyklistów błotna pulpa przed odcinkiem ataku na urozmaicony korzeniami podjazd pod górę Patrol.     

Trzeba przyznać, że pogoda była jak na zamówienie. Jak to w Kieleckiem bywa wiał silny wiatr, były przelotne opady deszczu, temperatura raczej nie rozpieszczała górną skalą wysokości. Do tego dochodziło powszechnie występujące błoto i nader liczne kałuże. W niedzielę niespodziankę sprawił… powrót zimy! Jechano tylko dwa okrążenia trasy ( wcale nie takiej łatwej! ) i dojazdówkę ze Stelli poprzez Pasmo Posłowickie na tor motocrossowy w kieleckim kamieniołomie Wietrznia. Po godzinnej przerwie następowały gonitwy w finałowym motocrossie. W klasie 250 pewnie zwyciężył Ryszard Augustyn, co stanowiło miłą niespodziankę dla jego kieleckich kibiców – startował wówczas w barwach Kieleckiego Klubu Motorowego. W wyścigu klasy powyżej 250 zanosiło się na ostry pojedynek motocrossowych specjalistów: Jacka Lonki i Ryszarda Gancewskiego. Pasjonujący pojedynek wygrał znakomicie odpierający ataki rywala ” Ganc ” reprezentujący gospodarzy – KTM Novi Kielce. W klasie Junior 250 triumfował Maciej Wróbel, ówczesna rewelacja tej klasy. W 125 najlepiej poszło Arturowi Lisowi, też z KTM Novi.. Wśród najmłodszych, czyli w pięćdziesiątkach najlepszy był kolejny reprezentant KTM Novi Hubert Dzianok.     

Ogólnie rajd należał do gospodarzy, może trochę poniżej oczekiwań wypadł Zbigniew Banasik… W klasie powyżej 250 Ryszard Gancewski nie miał równych sobie. Tak samo Artur Lis w klasie 125. Hubert Dzianok rozdawał karty wśród ” Simsoniarzy „. Zawodnicy KTM Novi wygrali zawody drużynowo.     

Trudna trasa, aczkolwiek z rozsądnie policzonymi czasami pomiędzy Punktami Kontroli Czasu, oraz mało porywająca aura – w tym niedzielne opady śniegu – zrobiły swoje. Z osiemdziesięciu siedmiu śmiałków, którzy stanęli w sobotę na starcie, w niedzielę na mecie doliczono się zaledwie czterdziestu jeden. No cóż: nikt nie mówił, że w rajdach Enduro będzie spacerowo! Wszak urok tej dyscypliny motocyklizmu polega na haśle – im trudniej, tym ciekawiej.      Sprzętowo w imprezie otwierającej sezon 1990 było… po staremu. Stawkę stanowiły nadal Simsony S51 Enduro, CZ 125 i Jawy Enduro 250 i 500, czyli starzy znajomi z Parku Maszyn w poprzednich latach. Rodzynkami były: SWM ( z 1979 roku! ) i Suzuki RM, obie sztuki z silnikami CZ 125. Na wysyp nowoczesnych motocykli – choć takowe buszowały w krajowym motocrossie od lat przynajmniej kilku – należało w polskim Enduro jeszcze co nieco poczekać…

Rajd w Kielcach u progu sezonu 1990 otworzył nową epokę w polskim sporcie motocyklowym. To co dziś wydaje się oczywistościa wówczas było świeżo zdobywaną wyspą. Ale ważne, że początek został zrobiony, a szlak przetarty!      
Jarosław Ozdoba

Partnerzy

facebook youtube