bartek
Bartek Bułaś: Kęcki FMX nominowany
15 lutego 2013
targi motocyklowe
Wrocław Motorcycle Show 2013
15 lutego 2013
Pokaż wszystkie

Jak wygląda Arenacross w Kanadzie?

arenacross calgary

arenacross calgaryPo długim milczeniu powraca Janek Folga ze swoimi artykułami z Kanady, w których opisuje jak wygląda życie fana i zawodnika za Oceanem. „Foldżi” ostatnio wystartował po raz pierwszy w życiu w Arenacrossie jak sam przyznaje z nie najlepszym skutkiem. Jednak to tak zwane „pierwsze koty za płoty” i podczas kolejnych rund z pewnością będzie dużo lepiej.

 

W drugi weekend Lutego –Piątek, Sobota- odbyły się Mistrzostwa Alberty w Arenacross’ie. Zawody zorganizowano na hali lodowiska w Lethbridge; oddalonym o ponad 200 km od Calgary. Po lodowisku pozostały tylko bandy przy widowni ze względów bezpieczeństwa. Jak się później okazało całkiem słusznie.

 

Tor składał się z kilku sekcji, długa sekcja rhytm’ów, whoops’y; po wewnętrznej double- double albo po zewnętrznej triple- double ,dwa skoki, i kilka zakrętów. Powierzchnia nie była ogromna ale wystarczająca do zorganizowania zawodów. Nawierzchnia- bardzo twarda glina.
Dużo ludzi mnie ostrzegało przed tymi zawodami bo łatwo doznać kontuzji. Jak się później okazało miel rację. Środek zimy, znikomy kontakt z motocyklem i ciasny tor supercross;owy. Mnie się nic nie stało ale wypadków było dużo.

Na zawody pojechałem z JR’em (chłopak od którego wynajmuję pokój), który na co dzień ściga się w klasie PRO w wyścigach.  Na miejscu pojawiliśmy się przed 9 rano. Szybkie zapisy- 130$ licencja na cały sezon i 100$ startowe za dwa dni.

Będąc tylko na 3 treningach po prawie 4 miesiącach przerwy od jazdy, rozpoczęcie startów zawodami na hali nie było najmądrzejszym posunięciem jednak taka okazja może się już nie powtórzyć, więc świadomie podjąłem decyzję startu. Pierwszy trening w piątek nie poszedł mi najlepiej, nawet prognozy były całkiem złe. Zapisałem się do klasy Intermidiate MX2, chłopaki już „trochę jadą” i oczywiście wyglądają jak PRO, custom okleiny, sponsorzy, kolorowe węże na chłodnicach itd. Trening pojechałem delikatnie, żeby zapoznać się z torem (była możliwość treningu na torze w czwartek- wynajęcie całego toru – 400 $ za godzinę…) Szybciej planowałem pojechać w kwalifikacjach (było nas 8 więc i tak wszyscy się załapali) W sumie to w ogóle nie pamiętam startu w tych kwalifikacjach.  Stres i adrenalina robią swoje.  Nagle przy skoku double – double nie zgrałem się z koleinami i wylądowałem na snopkach oddzielających trasę. „Czill, nic się nie stało jedziemy dalej” Nawet nie mam pojęcia który jechałem. Kolejne okrążenie, już jadę szybciej, popełniam jednak ten sam błąd, przelatuję nad snopkami i ląduję w sekcji rhytmów- tylko, że pod prąd. Na szczęście z nikim się nie zderzyłem. Na bank wyglądało to śmiesznie ale takich błędów w tej klasie popełniać już się nie powinno- mi do śmiechu nie było. Kwalifikacje zakończyłem na 7 miejscu. Całą seria zakończyła się koło godziny  13. Mieliśmy 6 godzin przerwy do Wieczornej części zawodów. Wynajęliśmy motel- ja poszedłem spać  a JR ruszył w poszukiwaniu jedzenia 😀

Przed samymi zawodami przeszedłem kilka razy trasę. Widownia mieszcząca 6 500 widzów niebyła zapełniona w całości. W powietrzu unosił się zapach popcornu. Prawie wszyscy coś jedli.

Nocna części zawodów zaczęła się od zaśpiewania hymnu- nie wiem czemu ale najpierw śpiewali hymn USA, a dopiero potem Kanadyjski.
Na rozgrzanie publiczności był treningu klasy PRO, przyglądałem się jakie obierają linie i skonfrontowałem to ze swoimi- czyli wprowadziłem kilka poprawek.
Przygotowany do startu nie wiem czego się spodziewać- bo nie pamiętam kto jak jechał w kwalifikacjach.  Najważniejsze nie dać zablokować się w pierwszym zakręcie bo straty nie da się odrobić. Staję na maszynie startowej, bramka opada.  Na pierwszym skoku jestem 4, udaje mi się wyprzedzić i cały wyścig jadę na 3 pozycji. Na dwa okrążenie przed szachownicą zaczynają mi się betonować ręce i spadam na 4 pozycję. Pomimo wszystko jestem zadowolony. W końcu to są Mistrzostwa Alberty. Bardzo dobra prognoza przed niedzielnymi startami. Cała impreza skończyła się koło 24. Poszliśmy do baru coś zjeść- największy szok dla mnie- dziewczyna w rybaczkach/ legginsach 3/4 i japonkach- przypomnę, że jest zima i minusowa temperatura.

W Niedzielę na pierwszym treningu, na pierwszym okrążeniu był wypadek- klasa Beginner  MX1. Chłopak po sekcji whoops’ów zamiast skręcić wyskoczył z bandy zakrętu, uderzył w plexę, która rozprysła na małe kawałeczki, motocykl zaparkował na krzesełkach widowni. Szczęście, że nikogo nie było. Pierwsze 3 rzędy były zakryte i niedostępne dla publiczności (teraz wiem czemu)- właśnie tam gdzie wylądował motocykl, jednak kawałeczki plexi rozprysły się prawie wszędzie. Chłopak  ‘złamał’ nadgarstek, i rozciął całą rękę. Wstawili nową plexi, pozbierali szkła i po godzinie sesje treningowe zostały wznowione.
W kwalifikacjach było nas 9. Po starcie jechałem 3. Po whoops’ach w zakręcie wziąłem złą linie i na sekcji rhytm’ów spadłem na 4 pozycję. Szybko chciałem to odrobić i przewróciłem się na dohamowaniu przed zakrętem. Obiłem sobie dość mocno ramię- wyrwałem paski zapinające ochraniacze na łokcie (?) Jak się potem okazało coś sobie zrobiłem w kostkę i po zdjęciu buta zacząłem kuleć. Przed wieczornym startem Bengay poszedł w ruch i miałem nadzieję, że będę zdolny do walki o podium.
Zawody poszły tragicznie. Po starcie byłem 7, potem wjechałem na 5 miejsce. Ale ból dał się we znaki, trasa zaczęła mi w ogóle nie pasować, źle mi się jechało i dojechałem 8. To był ewidentnie nie mój dzień.

Bardzo fajna rzecz jaką zorganizowali to wyścig o pieniądze. Każdy mógł się zapisać- do wygrania 300$. Podzielili startujący w grupy po trzech (były 3 albo 4 grupy). arenacross calgaryJechali 3 okrążenia i dwóch przechodzi dalej. Następnie tych dwóch ściga się na 2 okrążenia i jeden przechodzi dalej. Wygrani z każdej grupy ścigają się na takiej samej zasadzie a bieg finałowy to jedno okrążenie.

Dla rozluźnienie wprowadzono przerwę i start BIG PRO- start Pit Bike’ów, oczywiście dwie klasy wolniejsza i szybsza.  Biegi utworzone tylko dla funu, zawodnicy się poprzebierali; był wrestler, banan, baletnica, redneck, kurczak…
Takie amerykańskie poczucie humoru.

Miejsce dość ‘ciekawe’, wszyscy myślą, że są cowboy’ami, noszą cowboyskie buty (mężczyźni i kobiety), jeansy, paski z wielkimi klamrami do tego najczęściej bluza z kapturem lub koszula w kratę. Na głowie New Era albo rzadziej kapelusz. Jeżdżą ogromnymi pick-upami jak niegdyś dzikimi mustangami. Okrzyk ‘IIIIIIIIHHAAA’ czy ‘YEAAAAH BOOOOOY” jest tutaj jak najbardziej normalny. W radio jedna stacja grająca muzykę POP a wszystkie inne grają tylko country. Nie mogłem przepuścić takiej okazji i chciałem przejść się do baru. Zapytałem tubylców gdzie są tutaj imprezy, przeszyli mnie wzrokiem i powiedzieli, że mi się spodoba tylko w jednym barze. Byli tam cowboy’e a muzyka to remixy radiowych kawałków. Nasza wieczorna wycieczka skończyła się w pizzerii.

Ogólnie zawody bardzo dobrze przygotowane. Bezpieczeństwo zapewnione  dla zawodników i kibiców, wszystkie starty przeszły bardzo sprawnie. Udało im się ogarnąć starty 32 klas. (Jedno pytanie po co ich aż tyle???- Oczywiście chodzi o kasę z wpisowego ;/ ) Nikt się nie spóźnił ani nie przeoczył swojej klasy. Z racji dwu dniowych zawodów postawili ogromny namiot, żeby było gdzie trzymać motocykle- opłata 20$ za dwa dni. Pomimo, iż zawody skończyły się w Sobotę to motocykle można było zostawić do Niedzieli do godziny 12. Namiot był ogrzewany w ciągu dnia i rano od godziny 7, żeby było łatwo odpalić motocykl- Ameryka normalnie.
Jestem w szoku jeśli chodzi o organizację- ogarnęli to.

Teraz kilka dni przerwy, mam nadzieję, że noga przestanie szybko boleć i będę mógł wrócić do treningów.

Podziękowania dla Blackfoot Motosports oraz dla BlackfootDirect.com

Zapraszam na mojego wyjazdowego Facebooka:
http://www.facebook.com/pages/Jan-Folga-MX-Racing/311910688857710

Pozdrawiam
Jan Folga #715

 

Poprzednie teksty autorstwa Janka znajdziecie tutaj!

Partnerzy

facebook youtube