
Sochaczew, 11 listopada 1998, godz. 13. Grupa motocyklowych zapaleńców z Lublina bierze udział w tradycyjnie zamykających sezon w Polsce zawodach o Grand Prix Niepodległości. Dariusz Piątek i Piotr Więckowski spotykają dobrego znajomego, Jacka Czachora. Rozmawiają o sportowych marzeniach. Jacek mówi, że śni mu się po nocach Rajd Paryż – Dakar, ale z rezygnacją przyznaje, że to na pewno cel niemożliwy do zrealizowania w polskich warunkach. Droga powrotna z Sochaczewa upływa jednak na planowaniu wyprawy. Wyobraźnia została rozpalona…
Lublin, 12 listopada, tuż przed świtem. Po całonocnych rozmowach, naradzie i burzliwej dyskusji wyłania się ambitny plan. Jedziemy na Dakar! Najpierw… Lublinem.
„To było wspaniałe, spontaniczne i trochę szalone, ale udało się” – wspomina Dariusz Piątek. „Zebraliśmy chętnych i po świętach dostawczym samochodem marki Lublin ruszyliśmy do Paryża. A stamtąd, szlakiem Rajdu, aż do Dakaru. Jechaliśmy za ciężarówkami serwisowymi. Chcieliśmy zrobić rekonesans, zobaczyć tę imprezę z bliska”.
Rok później lublinianie znów byli na starcie Dakaru, tym razem jako pierwsi Polacy biorący udział w najtrudniejszym terenowym rajdzie świata. Cały rok na własną rękę szukali sponsorów. Wyleasingowali motocykle KTM z austriackiej fabryki i ruszyli. Nie mieli ekipy technicznej, doświadczenia i machiny promocyjnej za plecami. Tylko mnóstwo marzeń, ambicji i wiary we własne siły.
„Ludzie różnie reagowali na nasz pomysł” – przyznaje Dariusz. „Jedni byli pod wrażeniem, podziwiali nas za odwagę i życzyli powodzenia, inni straszyli niebezpieczeństwami na trasie. A jeszcze inni nie dawali nam żadnych szans, idąc o zakład, że nie pokonamy pierwszego etapu”.
Polscy debiutanci spisali się bardzo poprawnie na nietypowej, odwróconej trasie Rajdu. Karawana wystartowała z Dakaru, a potem przez Mali, Burkinę Faso, Niger, Libię i Egipt dotarła do Kairu. Nie obyło się bez problemów organizacyjnych. Z powodu zagrożenia atakami terrorystycznymi organizatorzy przerwali imprezę w Niamey i ogromnymi antonowami przetransportowali uczestników, zaplecze techniczne oraz obsługę do libijskiej Sabhy.
Odwrócony kierunek Rajdu sprawił, że nawet dla najbardziej doświadczonych zawodników edycja z 2000 roku była nowym, wielkim wyzwaniem. Polacy walczyli bardzo dzielnie. Niestety, Dariusz Piątek nie ukończył imprezy przez awarię motocykla na pechowym, 13. etapie.
Dzieło i marzenie ojca może wkrótce zrealizować syn, który wystartuje w Rajdzie Dakar 2015. Kuba Piątek, zawodnik Akademii Orlen Teamu, wywalczył w tym roku tytuł mistrza świata juniorów w rajdach cross country i w nagrodę dostał szansę startu w legendarnym Dakarze.
„To spełnienie moich sportowych marzeń! Cały sezon ułożył mi się wspaniale, a w pamięci miałem przecież poprzedni – naznaczony kontuzjami. Obecnie wszystko układało się perfekcyjnie. Uczestnictwo w programie Akademii, mistrzostwo świata, a teraz jeszcze bilet do Ameryki Południowej – jest idealnie!”.
Kuba ma już za sobą oficjalny start w barwach Orlen Teamu – w rajdzie OilLibya zajął 14. miejsce. Poznał team, motocykl i atmosferę panującą w zespole.
„Wszyscy są jak rodzina, to bardzo ważne” – przekonuje Kuba. „Wiem, że zawsze mogę zwrócić się do każdego o pomoc. Wszyscy się szanują i wspierają, w grupie czuje się, że mamy wspólny cel. Kuba Przygoński dużo mi podpowiada. Czuję się naprawdę wspaniale”.
Debiutujący w Dakarze Kuba ma za zadanie dotrzeć do mety. Skończyłby wtedy zadanie, którego podjął się jego ojciec 15 lat temu.
Przed czym Dariusz przestrzega syna, jak wspomina swoją walkę na Dakarze, i który z nich bardziej denerwuje się przed startem – o tym wkrótce…
Źródło: www.redbull.pl






