
Ernée we Francji, Matterley Basin w Wielkiej Brytani, Budds Creek w USA, Donington Park w Wielkiej Brytanii, Franciacorta we Włoszech, Lakewood w USA to wszystko tory, na który od sześciu lat zespół Stanów Zjednoczonych wygrywa Motocross of Nations. Czy tor w Saint Jean d’Angely dołączy do tej grupy? Przekonamy sie już w ten weekend.
Tor w Saint Jean d’Angely leży w departamencie Charente-Maritime prawie nad samym Atlantykiem. Trasa robi piorunujące wrażenie. Położona jest na zboczu bardzo stromego wzniesienia zaraz obok autostrady A10 łączącej Paryż z Bordeaux. Jeżeli wzgórze, na którym leży tor zasypałby śnieg to można by bez problemu pomyśleć o organizacji tam slalomu gigantu z najprawdziwszego zdarzenia. Nie jest to pierwszy raz kiedy w Saint Jean d’Angely odbywa się MXoN. Ostatnio zawodnicy w ramach tych zawodów gościli w 2000 roku. Wtedy wygrali Amerykanie w składzie: Ricky Carmichael, Ryan Hughes i Travis Pastrana. 4 lata później Amerykanie ponownie wygrali we Francji w Ernee i od tego momentu trwa ich zwycięska passa.
Motocross of Nations nazywany jest Olimpiadą Narodów. Podczas zawodów rozgrywane są trzy łączone biegi. Każdy kraj ma trzech reprezentantów w poszczególnych klasach MX1, MX2 oraz MX3. Miejsca punktowane są tak jak zajęte lokaty za 1-1 punkt za 20-20 punktów. Kto zdobędzie najmniej punktów ten wygrywa. Dodatkowo odpada najgorszy wynik każdej reprezentacji. Do finału wchodzi 20 ekip. Oprócz tego rozgrywany jest Finał B, którego zwycięzcy mają prawo pojechać z najlepszymi w niedzielnych wyścigach. Jest to taka forma Last Chance. W tym roku swój udział zgłosiło 44 ekipy z całego świata. W tym tak egozotyczne wydawałoby się kraje jak Filipiny czy Chiny. 
W zeszłym roku w Lakewood w Kolorado najlepsi byli Amerykanie w składzie Dungey, Canard, Short. W tym roku wydaje się, że będą mieli oni szanse powtórzyć sukces. Villopoto jest w życiowej i pewnej formie. Udowodnił to wygrywając zarówno indoors jak i outdoors w tym roku. Dungey jedzie bardzo równo i wystartuje w teoretycznie mocniejszej klasie MX 1. W MX2 wystartuje Blake Bagget, który w Lucas Oil AMA Pro Motocross osiągał najlepsze rezultaty wśród Amerykanów (wygrał Szkot przed reprezentantem Republiki Południowej Afryki) więc logiczny jest jego udział w zawodach.
Kto może zagrozić Amerykanom? Chyba tylko Francuzi, Niemcy i Anglicy. W teamie francuskim wypadł czarny koń tego roku Steven Frossard zastąpi go Christophe Pourcel. Na pewno nie jest to osłabienie zespołu raczej wymiana na podobnie jeżdżącego zawodnika, który już tym roku po powrocie na Stary Kontynent udowodnił, że nadal należy do światowej czołówki. W MX2 pojedzie Marvin Musquin. Doskonały zawodnik, który przez ostatnie 9 miesięcy zmagał się z kontuzjami. Musquin zdecydował się na odważny krok i postanowił zasilić szeregi francuskiego zaciągu w Stanach, który przez lata potrafił tam wiele zdziałać, chociażby David Vuillemin. Musquin w ostatnich dwóch rundach za oceanem prezentował się bardzo dobrze. W MX Open pojedzie Gautier Paulin, który w Fermo przesiadł się na 450. Widać, że Francuzowi pasuje ta pojemność i pod nieobecność czołówki wygrał on zawody we Włoszech.
W Niemieckim zespole gwiazdą, która będzie przykuwać wzrok wszystkich jest Ken Roczen. Szczególnie przyglądać będą mu się amerykanie ponieważ Roczen wykazuje duże zainteresowanie i chęć ponownego zawitania w USA żeby pojechać tam pełen sezon Supercross i Motocross. Max Nagl jest pewnym punktem zespołu. To na nim będzie leżała odpowiedzialność za wykręcenie dobrych wyników. Wydaje się, że najsłabszym ogniwem jest Markus Schiffer jednak według mnie to dosyć mylne. Schiffer jest bardzo doświadczonym zawodnikiem, który startował w tym roku w kilku rundach Mistrzostw Świata. Pamiętajmy, że jeden wynik odpada i to właśnie może pozwolić Niemcom na stanięcie na najwyższym stopniu podium.
Anglicy po raz pierwszy od kilku lat w tym roku mają realne szanse by myśleć o walce podium. W składzie Dean Wilson (tegoroczny zwycięzca Motocross Lites), Tommy Searle (3 w MX2 w tym roku) oraz Brad Anderson, który pewnie kroczy po tytuł Mistrza Wielkiej Brytanii w klasie MX1, a podczas Grand Prix Wielkiej Brytani wywalczył doskonałe 5 miejsce. W takim składzie angielski zespół może stanowić w tym roku poważnie wszystkich zaskoczyć. 
Ciekawie przedstawia się sytuacja w teamie Australii. Bardzo dobrze w ostatnich miesiącach prezentowali się Reed z Metcalfem. Może obaj nie mają największych szans na zwycięstwo, ale w przypadku Motocross of Nations liczy się pewna i powtarzalna jazda. Trzeci w zespole jest Matt Moss, który na co dzień startuje w barwach JDR KTM.
A gdzie Włosi, Belgowie, Holendrzy? Włochów i Belgów prześladują kontuzję i wystąpią w mocno okrojonych składach. Belgowie niby jadą bez swoich najszybszych zawodników, ale i tak ich skład jest dosyć silny Strijbos i Roelents, jednak nie na tyle by marzyć o podium. Wśród reprezentantów Włoch nie ma Phillipaertsa, który wraz z Cairolim mógł pociągnąć zespół do walki o podium. Holendrzy mają w zespole Herlingsa, który pojedzie w OPEN na 350 oraz De Reuvera – bardzo szybkiego zawodnika, ale z problamami z koncentracją. De Reuver od dłuższego czasu nie może złapać się do czołówki, bo nawet kiedy jedzie doskonale to zaraz łapie moment nieuwagi, co w jego przypadku kończy sie efektowną glebą.
Największe szanse na wygrane w poszczególnych klasach mają:
W MX1:Dungey, Cairoli, Reed, Pourcel
W MX2: Roczen, Musquin, Wilson,
W Open: Villopoto, Paulin, Metcalfe, Herlings.
Ciekawostką jest start w tym roku Andriya Burenko, którego w tym roku mogliście spotkać i zobaczyć na torach Mistrzostw Polski oraz Otwartych Mistrzostw Lubelszczyzny.
Zapraszamy również do oglądania materiału filmowego z zeszłego roku. Jest to jedna z ciekawszych propozycji jakie do tej pory widziałem. Doskonały montaż, świetna forma, muzyka oraz amerykański komentator, który jest niesamowity.
MotoX.com.pl, Jasimierz
foto: youthstream.com
video: Mike Nealy






