
W ten weekend mocnym akcentem zakończy się sezon Mistrzostw Świata w Motocrossie. W Lommel zostanie rozegrane Motocross of Nations, czyli Zespołowe Mistrzostwa Świata w Motocrossie. W tym roku do startu w zawodach zgłosiły się 34 ekipy z całego świata. Od 2005 roku w zawodach o Puchar Chamberlaina wygrywają Amerykanie. Jednak wielu liczy, że w Lommel europejskiej „Mekce” motocrossu zwycięży reprezentacja ze Starego Kontynentu.
Faworytami wydają się Amerykanie. Mają bardzo dobry i pewny skład. Zawodnicy USA bardzo mocno przykładają się do tych zawodów i już od kilku dni są w Europie aklimatyzując się i trenując w piachu. Atmosfera wokół ich reprezentacji jest bardzo gorąca. Widać to szczególnie w komentarzach, gdzie Europejczycy powołują się na fenomen Herlingsa jako najszybszego zawodnika na piachu, a Amerykanie odpowiadają mamy swój piaszczysty tor w Southwick, a po za tym są to Mistrzostwa Zespołowe. Tak jak na swój sposób motocross jest sportem indywidualnym (pamiętajmy o tym, że zawodnika wspiera sztab ludzi) to w Motocross of Nations najważniejszy jest kolektyw i spokojnie można wyobrazić sobie sytuację, gdzie wygrywa zespół, który nie zwyciężył w żadnym z biegów. Amerykanom z pewnością może zagrozić kilka innych reprezentacji. Francuzi, Włosi, Holendrzy, Belgowie, Anglicy, czy Niemcy. Kolejność wymieniania zespołów jest 100% przypadkowa. Australia bez Bretta Metcalfe, czy Chada Reeda wydaje się nie groźna. Czarnym koniem zawodów wydają mi się Szwajcarzy.
Udało nam się złapać prezesa PZM Andrzeja Witkowskiego podczas konferencji Rajdu Polski i zapytać go czemu nie została zgłoszona nasza reprezentacja do zawodów. Poniżej macie jego wypowiedź.
Kliknij tutaj, żeby za poznać się z pełnymi składami na MXoN.






