„Trzynastka” nie miała nic z przysłowiowego pecha dla zespołu motocyklowego KTM. Austriacka maszynka do wygrywania najtrudniejszego rajdu świata zwyciężyła w trzynastej kolejnej edycji Dakaru. Najlepszy motocykl poprowadził Marc Coma. Hiszpan nie pozostawił żadnych złudzeń rywalom – skończył na podium dziewięć z trzynastu etapów i prowadził w klasyfikacji generalnej od piątego etapu aż do mety. Na najbliższy Dakar czterokrotny zwycięzca rusza z jeszcze większą pewnością siebie, bo w tym roku sięgnął po szósty tytuł mistrza świata w rajdach cross country.
„Wszystko podporządkowuję Dakarowi, to jest najważniejsza impreza w moim kalendarzu” – przekonuje Coma. „To jest już styla życia – wszystko, co robię w danym roku, prowadzi mnie na start Dakaru. Startuję w tym rajdzie ponad dziesięć lat, kilka razy wygrałem, ale nigdy nie obroniłem tytułu. To jest cel na najbliższą edycję. Szykuje się wspaniała impreza, mamy kilku nowych ludzi na pokładzie”.
Jednym z nich jest Kuba Przygoński. Polak, który poprzedni Dakar ukończył na 6. miejscu, dwa pierwsze tygodnie nowego roku spędzi w siodle fabrycznego KTM 450 Rally.
„Możliwość jazdy w Dakarze w teamie KTM to wspaniała sprawa” – cieszy się Kuba. „Po każdym etapie cały zespół – kierowcy, mechanicy i reszta ekipy – zbiera się na wspólnym posiłku. To czas, kiedy w luźnej atmosferze omawia się przebytą trasę i planuje kolejny dzień. Dobra atmosfera jest niesamowicie istotna, gdy trzeba ze sobą spędzić dwa tygodnie na pustyni”.
Największym wsparciem dla Comy powinien być Jordi Viladoms. W poprzedniej edycji Katalończyk zajął 2. miejsce i wszyscy w zespole liczą na powtórkę fantastycznej jazdy tego duetu. Natomiast na więcej szczęścia liczą zawodnicy, którzy nie dojechali do Buenos Aires w 2014 roku. Ruben Faria, znający już smak podium w tej imprezie, nie ukończył ostatniej edycji. Podobnie pechowo wiodło się Samowi Sunderlandowi, pierwszemu od piętnastu lat Brytyjczykowi, który wygrał etap Dakaru. Teraz stanie na starcie jako wicemistrz ostatniego Rajdu Maroka.
„Uwielbiam wydmy, to jedna z przyczyn, dla których mieszkam w Dubaju” – żartuje Anglik. „Kiedy wjeżdżamy w piaski, wiem, że nadchodzi mój czas. W Rajdzie Maroka przegrałem tylko z Comą, więc czuje się dość pewnie. Ale wiem, że w Dakarze niczego nie można planować. W ubiegłym roku wygrałem etap, a następnego dnia musiałem wycofać się z rajdu przez problemy techniczne”.
W Dakarze zadebiutuje Matthias Walkner. Będzie pierwszym Austriakiem w fabrycznym teamie KTM od 2000 roku, kiedy za sterami „mechanicznej pomarańczy” siedział jego wieli mentor, Heinz Kinigadner.
Zespół KTM jak zwykle wypuszcza na bezdroża Dakaru piekielnie mocny skład. Z tak doborowym towarzystwem, najszybszymi motocyklami i obsługą techniczną na najwyższym poziomie, Austriacy śmiało mogą myśleć o 14. zwycięstwie z rzędu.
Źródło: www.redbull.pl






