

Łukasz Łaskawiec ostatnio tak pisał na swoim blogu o rajdzie w Rumunii. Połowa rajdu za mną. Początek dnia był dość lajtowy, pierwszy oes miał zaledwie 10 km, za to kolejny, 78 kilometrowy dał wielu zawodnikom niezłe w kość. Był to typowy górski i kręty odcinek, początkowo suchy, z biegiem kilometrów doszły zdradliwe śliskie, mokre skały i bardzo głębokie kałuże, wręcz małe jeziorka. Wyprzedziłem dwóch zawodników, jeden miał awarię, drugi się nie dohamował i wypadł z trasy. Na mecie okazało się ze gdzieś „zgubił” się jeszcze trzeci zawodnik, najprawdopodobniej zsunął się ze zbocza, czego podczas jazdy nie zauważyłem.
Mechanicy mieli dziś pełno roboty. Po raz kolejny awarii uległ zbiornik paliwa, który musieliśmy wymienić. Mocno
uderzyłem prawą stroną w koło i podwozie. Miałem uszkodzoną oponę, tylną osłonę i zębatkę.
Dzień kończę na dobrej pozycji – pierwsze miejsce w klasyfikacji Mistrzostw Europy i 15 sekund przewagi do dobry punkt wyjściowy przed jutrzejszym ściganiem.
Źródło: www.blog.lukaszlaskawiec.com






