
Urzędujący Mistrz Świata we Freestyle Motocrossie FIM IFMXF, Libor Podmol nigdy nie narzekał na brak zajęć. Zeszły sezon, który wreszcie zakończył się dla niego zdobyciem upragnionego tytułu, był dla Czecha jednym z najbardziej nerwowych, najbardziej pracowitych, ale też najszczęśliwszych w karierze. Co słychać u „Mouki” przeczytacie poniżej.
„2011… najpierw jednak krótkie spojrzenie na 2010 rok – pobyt w USA, tworzenie filmu dokumentalnego 'Jutro będzie lepiej’, podpisanie kontraktu z nowym managerem a później z Rockstar i Fox, wygrane w zawodach, połamany obojczyk podczas X Fighters w Rzymie, stres i ogólnie zły czas, powrót na motocykl w ciągu dwóch tygodni, aby nadal mieć szanse zdobyć tytuł mistrzowski, końcówka roku i zdobycie upragnionego tutułu Mistrza Świata we Freestyle Motorcrossie FIM IFMXF 🙂
Fajne video, które podsumowuje moje ostatnich pięć lat startów, znajdziecie TUTAJ.
W nowym roku spędziłem trochę czasu na odpoczynku po długim i ciężkim sezonie. 24 stycznia urodził się mój syn Libor Joshua!! Kiedy wreszcie skończyłem świętować pępkowe (mój syn będzie super zdrowy hahaha!!), pojechałem do Lipska na Kings of Xtreme, który jest jednym z fajniejszych eventów.
Później przyszedł czas na pierwszy przystanek serii Mistrzostw Świata FIM IFMXF w Turynie. Wszystko szło świetnie podczas przejazdu kwalifikacyjnego, do czasu ostatniego skoku (double up) podczas którego się rozwaliłem. Ostatecznie zająłem ósme miejsce, z którego jak możecie sobie wyobrazić, że nie byłem zbyt zadowolony…
Prosto z Turynu udałem się do austriackiego Graz na pierwszy w tym roku MOD! Masters of what?! Masters of Dirt!!! Zarówno w mieście jak i w hali było koszmarnie zimno, ale i show i after party były niesamowite!
Z Graz pojechałem do Berlina na drugą i trzecią rundę Mistrzostw Świata FIM IFMXF. W sobotę wszystko szło dobrze, czułem się nad wyraz pewnie i bez trudu dostałem się do finału… Ale po raz drugi w tym sezonie przy double up, kiedy wykonywałem Underflip Indy się rozwaliłem! W klasyfikacji końcowej zająłem piąte miejsce! Grrr…
Runda trzecia w niedzielę i wreszcie przełamałem złą passę! Żadnych upadków, wygrałem kwalifikacje, a zaraz potem również finał!
Mój przejazd z niedzieli znajdziecie TUTAJ
Mój upadek z soboty plus kilka innych tricków TUTAJ
Filmowaliśmy także przy słynnym murze berlińskim, video TUTAJ
Byłem szczęśliwy, że tym razem się nie rozwaliłem i do tego wygrałem 🙂 W kolejnym tygodniu występowałem podczas pokazów promocyjnych Extreme Freestylers w Amsterdamie i Cardiff. Trasa zapowiada się dobrze, szkoda tylko że odwołany został przystanek w Pradze… (w Warszawie również – przyp. red.)
Kolejny weekend należał do Masters of Dirt. Show w Wiedniu jest zawsze niesamowite, a MOD to prawdopodobnie najlepsza trasa sportów akcji, jaka się ktualnie odbywa. MOD rządzi, a chłopaki to po prostu świry! (video z Wiednia zamieściliśmy TUTAJ – przyp. red.)
Z Wiednia wszyscy zawodnicy razem z organizatorami pojechaliśmy jednym autobusem na Słowenię, a konkretnie do Ljubljany, aby dać tam show. Mimo, że show było w czwartek hala była wyprzedana do ostatniego miejsca. Prosto stamtąd poleciałem do Lyonu, aby dać show z Romain’em Izzo i ekipą Blackliner.net.
Teraz staram się odpocząć i wyleczyć kolano, w którym zbiera mi się trochę wody. Do tego oczywiście spędzam czas z moim synem i rodziną, po prostu ciesząc się życiem…
peace & love,
Libor 'Tata’ Podmol”
tłum. i oprac. Ruda
źródło: www.liborpodmol.com






