

Jeśli mówimy o zawodach, które właśnie miały swoją czwartą edycję, tradycja to jeszcze za mocne słowo. Ale biorąc pod uwagę istotę dla miejscowych zawodników, termin ten staje sie w pełni usprawiedliwiony. Puchar Brazylii to główne zawody Freestyle Motocrossowe i największa szansa dla zawodników na nowe umowy sponsorskie lub kontrakty na pokazy do końca sezonu. Zasadniczo cały rok zawodnika może zależeć od wyniku w tym konkursie. Dlaczego? Odpowiedzią jest bardzo duże zainteresowanie medów, włącznie z relacją na żywo w jednym z najpopularniejszych kanałów TV. Dodatkowo zawody te odbywają się w okresie brazylijskiego karnawału w najwspanialszym mieście – Rio de Janeiro.
Pozornie tor zbudowany nad plażą Barra był dość prosty – z dwoma rampami i dwoma mobilnymi lądowiskami. Ale poza tą prostotą było kilka wyzwań z którymi musieli mierzyć się zawodnicy. Jednym z nich był wiatr, który znacząco skrócił czas treningów. W rezultacie, 16 riderów musiało być gotowych do jazdy w każdym możliwym momencie.
Zawody trwały dwa dni – kwalifikacje w sobotę i finały w niedzielę. Podczas każdej rundy zawodnikowi przysługiwały dwa przejazdy. Po pierwszym dniu tylko szóstka zakwalifikowało się do finału: Gilmar Flores, Marcelo Simões, Derek Burlew, Jefferson Campacci, Gianpaulo Bergamini i Giancarlo Bergamini.
W niedzielę Gilmar Flores pokazał dlaczego dominował w rozgrywkach przez trzy wcześniejsze lata. Wykonywał stylowo wiele tricków od Superflipów po Nine o’Clock Nac. Po swoim drugim przejeździe Flores otrzymał od sędziów aż 200 punktów i zgarnął czwarte zwycięstwo z rzędu.
W opini Gilmara nadal o wygranych decydują Backflipy, jednak pomimo zwycięstwa wie, że jego dominacja nie jest wieczna. Inni zawodnicy trenują i rozwijają swoje umiejętności, a każdy z nich chce kiedyś przełamać dominację Floresa. “Jestem jedyny, który wykonuje Flipy w konkursie, a ostatnio wypracowałem kilka nowych kombinacji. Ale to tylko kwestia czasu, kiedy inni zaczną lądować Backflipy w konkursie. Wiem przecież, że inni brazylijscy zawodnicy również je trenują. W związku z tym codziennie muszę ulepszać swoje tricki i trenować nowe, nie tylko Backflipy, ale te regularne również.”
Marcelo Simões ukończył zawody na drugiej pozycji. Drugi stopień podium nie przyszedł mu zbyt łatwo, ponieważ walczył o niego z Amerykaninem Derekiem Burlew’em. Zacięta walka na w pełni wyciągnięte tricki i widowiskowe kombinacje takie jak: Cliffhanger to No Hander Lander, była bardzo widowiskowa. Burlew ostatecznie przegrał z Simões’em różnicą 2 punktów.
“Ukończenie zawodów przed Burlew’em to dla mnie świetny wynik! Derek jest niesamowitym zawodnikiem z bardzo płynnym i precyzyjnym stylem.” – powiedział szczęśliwy Marcelo tuż po konkursie.
Burlew odegrał się natomiast w konkursie Whipów. Nie dał szans przeciwnikom wykonując naprawdę stylowe Whipy. Marcelo Simões był drugi z Turndown Whipem, a za nim uplasował się Flores.
Czy w przyszłym roku Flores wygra po raz piąty? A może inni brazylijscy zawodnicy będą w stanie przełamać jego dominację? Odpowiedzi na te pytania poznamy dopiero za rok, kiedy ponownie zawodnicy na latających maszynach uświetnią brazylijski karnawał.
Brazil FMX Cup 2010 – WYNIKI
1. Gilmar Flores 200 pkt
2. Marcelo Simões 169 pkt
3. Derek Burlew 167 pkt
4. Jefferson Campacci 148 pkt
5. Giancarlo Bergamini 137 pkt
6. Gianpaulo Bergamini 119 pkt
tłum. i oprac. Ruda
źródło: www.freeridermx.com.au
zdjęcia: Guilherme Leporace






