
Pewnie nie raz i nie dwa słyszeliście już o pit bike’ach. Ktoś widział na zawodach motocrossowych, ktoś inny zobaczył zabawny filmik w internecie. A jak to wygląda naprawdę i o co w tym biega? I czy da się na tym na poważnie jeździć? Nie tak dawno Artur Puzio miał u siebie na testach trzy różne mini bike’i i postanowił się podzielić swoimi wrażeniami z jazdy.
Dzięki polskiej firmie MRF podczas zakończenia sezonu mieliśmy okazję testować trzy wersje tych małych, offroadowych maszyn. Jako pierwszy na ruszt został rzucony model MRF 80, najmniejszy z pitebike’ów z silnikiem o pojemności 86ccm i 5,5 KM. Pierwszą reakcją zaraz po jeździe było: „muszę takiego mieć”. Choć sprzęt wyglądał jak motocykl dla 5 – letniego dziecka, to osiągi i satysfakcja z jazdy przy mojej wadze (80 kg) były naprawdę niesamowite. Pierwszą próbą dla malucha było przejechanie toru motocrossowego, z czym poradził sobie wyśmienicie. Co prawda zawieszenie w tym motocyklu nie jest przystosowane do potężnych skoków przy mojej wadze, aczkolwiek przy standardowym ustawieniu 40-sto kilogramowa osoba może sobie śmiało poskakać. Po przejechaniu toru mx okazało się, że „maluch” idealnie nadaje się do nauki jazdy na jednym kole. Bardzo płynnie pracujący silnik i półautomatyczna czterobiegowa skrzynia pozwalały przy delikatnym szarpnięciu postawić moto na koło na każdym biegu. Byłem zaskoczony, ponieważ już przy pierwszej jeździe udało mi się kręcić bączki, circle. Według producenta sprzęt ten jest przeznaczony przede wszystkim dla dzieci w wieku od 5 do 10 lat. Poprosiliśmy więc 8-letniego sąsiada, na co dzień katującego motorynkę, żeby spróbował swoich sił. Młody świetnie dawał sobie radę. Bardzo mu się podobało, że w motocyklu nie trzeba używać sprzęgła i co lepsze zaraz po zejściu pobiegł do rodziców namawiać ich na zakup tego sprzętu. Jak informuje producent w tym mini bike’u istnieje możliwość założenia ogranicznika obrotów dla mniejszych dzieci. Podsumowując MRF 80 to świetna zabawa zarówno dla młodych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z motocrossem, jak i dorosłych. Osobiście uwielbiam gadżety, a całe życie oszczędzałem każdą złotówkę, by móc realizować swoją pasje. Jednak zaraz po testach postanowiłem, że gdy tylko urodzi mi się syn, to sprawię mu taka zabawkę żeby uczył się od najmłodszych lat. Inna sprawa, że to moto mieści się do bagażnika samochodu osobowego i świetnie będzie sprawdzał się przy poruszaniu się w po depo na MP. Do tego sprzęt jest naprawdę solidnie wykonany i przeżył całodzienne katusze wychodząc z nich bez szwanku.
Oceny z testu (w skali 1-10):
Artur Puzio 9 (-1 za zbyt miękkie zawieszenie jeśli jeździ osoba dorosła)
Mateusz Łagocki 10
Jako drugi na testy został wybrany MRF 120. Ta 9-cio konna maszyna z manualną skrzynią biegów to coś naprawdę wartego uwagi. Tak jak w przypadku osiemdziesiątki pierwszym testem był tor motocrossowy. Już po jednym okrążeniu byłem bardzo mile zaskoczony. MRF 120 aż rwał się do dalszej jazdy, a po kilku okrążeniach zacząłem już skakać trumny na torze. Oczywiście nie obyło się też bez efektownych upadków, taka mała maszyna z takim silnikiem potrafi nieźle sponiewierać. Motocykl ten nadaje się już zarówno dla starszych dzieci, jak i dorosłych. Duża moc i znakomicie sprawdzające się tarczowe hamulce gwarantują komfort i bezpieczeństwo jazdy. Jedynym brakiem jaki udało mi się zauważyć to brak możliwości regulacji przedniego zawieszenia lecz w testowanej wersji mimo to nieźle sobie radziło na torze. W tym miejscu muszę dodać, że po kilku sporych glebach kierownica została lekko skrzywiona, aczkolwiek reszta przetrwała w nienaruszonym stanie i po całym dniu wyścigów, skoków do basenu i katowania pit bike nadal chodził jak salonówka. MRF 120 to naprawdę fajna rzecz dla dzieciaków, które chcą zacząć swoją przygodę z motocrossem, ale też dla dorosłych. Dodatkowo biorąc pod uwagę jego cenę, zakup tak solidnej maszyny jest równoważny z remontem crossówki przed sezonem. Jeszcze jedna ciekawostka: wymiana kierownicy kosztowała całe 65 zł. Jest to naprawdę śmieszna cena przy takiej jakości motocykla. Jak mnie zapewnił producent od przyszłego roku seryjne kierownice zostaną wzmocnione.
Ocena z testu (w skali 1-10):
Artur: MRF 120 oceniam na 8, na torze mx zawieszenie dawało radę, ale przy skokach na ponad 8 metrów wysokości z rampy freestylowej potrafiło czasem porządnie dobić.
Jako trzeciego przetestowaliśmy rasowego zabójcę. Chyba tylko takie słowa mogą określić to co kryje w sobie pitbike MRF 140. Silnik o mocy 14 KM i niska waga sprawiły, że wraz z bratem postanowiliśmy pokatować te motocykle nieco dłużej. Silnik jest tutaj wyczuwalnie mocniejszy, niż w 120-tce i w zupełności wystarcza, aby mój 120 kilogramowy brat, destruktor sprzętów wszelakich, mógł pokazać na co go stać. Tak więc motocross mała bestia zaliczyła na 10/10. Żadna przeszkoda nie była mu straszna: od muld aż po 20 metrowe skoki. W pełni regulowane zawieszenie sprawdzało się zarówno u mnie, jak i u brata. Co więcej bardzo obu nam się spodobały: alu felgi, solidny aluminiowy wahacz i tuningowane dodatki (niełamiące się klamki, korek paliwa cnc itd.) Jazda tak nas wciągnęła, że postanowiliśmy zobaczyć co tymi maluchami da się zrobić na rampie. Kacper zaczął skakać do basenu, a ja wraz z Bianem Davidem z Czech zacząłem opracowywać rampę. Jak się po chwili okazało, po lekkiej zmianie ustawień zawieszenia, pit bike świetnie sobie radził na rampie. Już po kilku skokach udało mi się na nim robić FMX’owe tricki, a po niecałych 15 minutach skoków zdecydowałem się wykręcić na nim Backflipa z rampy. Motocykl bez problemu to „przeżył”, co więcej po chwili wykręciłem kolejnego Flipa dla niedowiarków, którzy twierdzili, że to był tylko przypadek.
Ocena z testu (w skali 1-10):
Artur: Reasumując pitbike MRF 140 to świetny sprzęt najwyższej jakości. Nadaje się zarówno do rasowego motocrossu i wyścigów, ale też do skoków FMX i klejenia tricków. Maszynie nie mam nic do zarzucenia, ponieważ dzielnie się spisywała i na piachu i na rampie. Części wysokiej jakości, mocny silnik i niska waga sprawiają, że jest on nie do zajechania. Moja ocena 10/10
Kacper Puzio: MRF 140 to naprawdę świetny sprzęt, nie podejrzewałem, że będzie w stanie mnie uciągnąć, a jednak bez najmniejszego problemu dawał sobie radę. Szczerze mówiąc wsiadając na niego zlekceważyłem trochę tego „malucha” – nie sądziłem, że tak mały motocykl może mi się spodobać. Moja ocena to 10/10.
Jak mówiła pewna reklama: „Nie odbierajmy życia zbyt poważnie” – i o to chodzi właśnie z pit bike’ami. Za przystępne pieniądze dostaniecie motocross w pigułce o składzie chemicznym: 100% fun + 99% adrenaline. Kiedyś wyczytałem na forum słowa: „jak bym zobaczył jeszcze Backflipa na tym pit bike’u to już będzie dla mnie wystarczający test wytrzymałości ;-)” Oczywiście nie bierzemy tutaj pod uwagę wyczynów Marcina Łukaszczyka, który swego czasu robił flipy na gałęzie za co wielki szacun. Dla wszystkich niedowiarków i wierzących inaczej – Backflip na seryjnym MRF 140 to żaden problem. Więc jeśli dosyć już macie „poważnych” wyścigów mx, to polecam taką zabawkę jak mini bike, dla którego tor można zrobić samemu, a i upadki tak nie bolą.
O tym jak spisywały się pit biki na FMX Jam możecie przekonać się oglądając poniższe video
Więcej info znajdziecie TUTAJ i TUTAJ
źródło i zdjęcia: informacja prasowa






