Po niezwykle gorących rundach Mistrzostw Świata w Rajdach Enduro na półwyspie Iberyjskim, zawodnicy zaliczyli „mokry” występ podczas Grand Prix Grecji. Wszystko to za sprawą bardzo ciekawej, ale jednocześnie piekielnie szybkiej i niezwykle wymagającej trasy w Serres, na której najlepsi rajdowcy musieli niezliczoną ilość razy przecinać rzeki i głębokie kałuże. Zadania nie ułatwiała też wysoka temperatura i bardzo zróżnicowany teren, który wymagał od „szoferów” umiejętność jazdy po każdej nawierzchni.
Był piasek, były kamyczki, były twarde koleiny i była zacięta walka!
W tych warunkach najlepiej poradził sobie duet Husqvarny – Pala Renet i Matthias Bellino, który odniósł podwójne zwycięstwa w klasach E2 i E3, oraz zwycięzca kategorii najmniejszych motocykli Eero Remes na TM. Dzięki kompletowi punktów w Grecji, Bellino powiększył swoje prowadzenie w generalce nad Mattem Phillipsem, Renet odrobił kilka oczek do niezwyciężonego do tej pory Anoine Meo, a Remes dogonił broniącego tytułu w E1 Christophe Nambotina.
„Nambo” zmagań w Serres na pewno nie będzie wspominał najlepiej. Mimo że jadąc z kontuzją kolana dwukrotnie zameldował się na drugim miejscu, to strata cennych punktów i ból, który towarzyszył mu przez całe Grand Prix nie dają powodów do radości.
„Kontuzja kolana okazała się być dużo poważniejsza niż przypuszczaliśmy na początku. Przez kilka dni musiałem przyjmować środki przeciwbólowe, a mimo to ból nie ustępował i dokuczał mi przez cały weekend, nie pozwalając na odpowiednie skupienie. Z jednej strony Eero jechał bardzo równo i szybko, a z drugiej nie mogłem się dobrze przygotować do tych zawodów. Miałem problem z koncentracją i nie mogłem utrzymać mocnego tempa przez cały czas. Te dwa czynniki usprawiedliwiają mój wynik, ale biorę całą odpowiedzialność na siebie. Oczywiście jestem bardzo zawiedziony, mimo że sytuacja mogła być dużo gorsza” – podsumował swój występ w Grecji Christophe Nambotin.
Na wymagających szlakach w Serres nie zabrakło również naszego rodzynka w Mistrzostwach Świata – Adama Tomiczka. Zawodnik z Cieszyna po „Europie” w Chorwacji pojechał prosto do Grecji, aby po raz trzeci w tym sezonie zmierzyć się z najlepszymi juniorami z całego świata. Mimo, że nie wszystko szło po myśli Adasia, to udało mu się odnotować najlepszych dotychczasowy wynik.
Oto co mówił Tomiczek po zawodach:
„Próby były bardzo ciężkie, długie i szybkie. Najpierw dużo się nachodziliśmy, a potem mieliśmy sporo jazdy ze straszną prędkością. Enduro test był trudny, bo było dużo przejazdów przez wodę i pełno rozbitych kolein, w których trzeba było uważać, żeby się nie zawiesić. Próba crossowa oraz extreme były z kolei dużo prostsze, dlatego całe zawody rozgrywały się praktycznie na odcinku enduro. Dojazdówka nie była trudna, ale cały czas prowadziła po półkach skalnych i trzeba było jechać powoli, żeby nie spaść. Przez to mieliśmy bardzo mało czasu na PK-cach i nie było jak odpocząć. Do tego wszystkiego, sprawy nie ułatwiała wysoka temperatura.
Pierwszego dnia jechało mi się naprawdę dobrze. Przewróciłem się na pierwszym i drugim enduro teście, a mimo to wykręciłem całkiem niezłe czasy. Potem na drugim okrążeniu zaliczyłem upadek na próbie enduro i kolejne dwa odcinki pojechałem dosyć wolno. Trzecie i czwarte kółko udało mi się pojechać już dużo lepiej. Zajmowałem już szóste miejsce, jednak pod koniec zmęczenie zaczęło dawać się we znaki. Zepsułem jeden test i niestety spadłem na ósmą lokatę. Drugiego dnia jechało mi się dużo ciężej, ale dojechałem na siódmym miejscu.
Na pewno mocno pomogło to, że nauczyłem się inaczej rozpracowywać próby już podczas chodzenia po nich. Początkowo miałem z tym problem, bo mój sposób atakowania pewnych przeszkód mocno różnił się od tego, jak jadą najszybsi zawodnicy. Wiem już gdzie trzeba przytrzymać gaz, gdzie pojechać trochę „naokoło”, a gdzie przycinać. Mistrzostwa Świata są całkiem inne niż Mistrzostwa Europy. Jest dużo szybciej, dlatego trzeba inaczej jechać i utrzymywać płynność”.
Źródło: www.redbull.pl






