Antonio Cairoli nie dał rady wygrać przed własną publicznością
27 czerwca 2016
Bardzo dobry występ Szymona Staszkiewicza w EMX125
28 czerwca 2016
Pokaż wszystkie

Red Bull X-Fighters: freestyle’owa fiesta w Madrycie

W miniony piątek w Plaza de Toros najlepsi zawodnicy Freestyle Motocrossu zmierzyli się w jubileuszowej, i jedynej w tym roku, edycji Red Bull X-Fighters w Madrycie. Już podczas kwalifikacji było widać, że walka na najbardziej odjechane tricki będzie bardzo zacięta, a w dniu zawodów ciśnienie było już niesamowite.

Atmosfera była napięta, tym bardziej, że po raz pierwszy zastosowano nową formułę. W pierwszej rundzie zawodnicy podzieleni na trzy grupy mieli jedynie 50 sekund na pokazanie swoich najmocniejszych tricków oraz jednego z tricków klasycznych wylosowanego w ruletce. Zmieszczenie jak największej ilości tricków w tak krótkim czasie wymagało mądrego wymyślenia sobie trasy przejazdu. Każdy z zawodników bardzo się starał, ale wykonanie więcej niż pięciu ewolucji graniczyło z cudem. Mimo to każdy dał z siebie wszystko. Stawka bowiem była wysoka, ponieważ z każdej grupy awansowało jedynie dwóch zawodników.

Pierwszej grupie trick losował Carlos Sainz. Ten utytułowany kierowca rajdowy wylosował dla: Toma Robinsona, Adama Jonesa, Roba Adelberga i Levi Sherwooda – Tsunami. Jeden z „Novilleros” – Tom Robinson pokazał się z bardzo dobrej strony łącząc stylowo klasyczne tricki, kombinacje Backflipa i California Roll Double Grab (!). Pomimo tego, że utalentowany Australijczyk nie awansował dalej, jedno jest pewne – pokazał się ze świetnej strony i na pewno o nim jeszcze nie raz usłyszymy.
Adam Jones zaprezentował się jak zwykle z bardzo dobrej strony: Double Grab Flip, Dead Body Flip, czy słynny Rigor Mortis niestety nie wystarczyły na awans do dalszych rozgrywek. Sędziowie patrzą już bardzo mocno na tricki nowej generacji, czyli ewolucje na quarterze oraz body variale, niestety Amerykanin mimo świetnego stylu i techniki takich tricków nie ma w swoim repertuarze. To przesądziło o jego wyniku. Rob Adelberg jest jednym z równiejszych ostatnio zawodników i tak też się zaprezentował w pierwszej rundzie. California Roll No Hand Landing, czy Cliffhanger Flip na 35 metrach pozwoliły mu awansować dalej. Podobnie jak Double Grab Flip, Flair oraz potężny Shaolin Flip podczas którego niemal usiadł na przednim błotniku zapewniły awans Levi’emu Sherwoodowi.

Dla grupy drugiej obowiązkowy trick losował Andreu Lacondeguy. Ten uprawiający zarówno freestyle, jak i zjazd na MTB zawodnik wylosował dla: Toma Pages, Dany Torresa, Davida Rinaldo i Clintona Moore – Rock Solid. I już przy pierwszym zawodniku okazało się, że sprawa z obowiązkowymi trickami nie wygląda tak różowo. Trudno to sobie wyobrazić, ale Tom Pages nie potrafi zrobić konkretnego Rock Solida. To co pokazał w tym przypadku może lepiej po prostu przemilczeć… Francuz nadrobił to jednak Bike Flipem, Special Flipem i Front Flair. I tu kolejna sprawa, że organizatorzy zgodzili się na umieszczenie rampy ze specjalnym systemem tylko i wyłącznie dla jednego zawodnika, cóż widać X-Fighters idą w stronę X Games, kiedy podczas zimowej edycji tylko dla Heatha Frisby umieszczono na rampie specjalny system do Frontflipa.
Kolejnym zawodnikiem był Dany Torres, który dołożył do swojego arsenału Flair. Do tego Hiszpan wykonał również Double Grab Flip i Oxecutioner Flip. Niestety było to według sędziów zbyt mało na awans. Szkoda. David Rinaldo również pokazał się z bardzo dobrej strony prezentując California Roll, Volta i Double Grab Flipa. Niestety dla Francuza w grupie był jeszcze Clinton Moore. Australijczyk wykonał kozackiego Volta na 35 metrów, Flair i Bundy. To wystarczyło, aby awansować dalej.

Dla trzeciej grupy obowiązkowy trick losował zagorzały fan wyłoniony w drodze konkursu. Ruletka tym razem wskazała, że Sebastian Westberg, Taka Higashino, Maikel Melero i Josh Sheehan będą musieli wykonać Cliffhangera. Drugi z „Novilleros” Sebastian Westberg pojechał równo, ale bez takiej dynamiki jak Robinson. Zaprezentował nawet Heelcliker to Indy Flipa, jednak było widać wyraźnie, że czwartkowy upadek sprawił, że Fin jechał nieco bardziej zachowawczo. Taka Higashino wykonał Rock Solid Flipa na 35 metrach oraz oczywiście trick którego jest autorem – California Roll. Niestety było to zbyt mało, aby Japończyk mógł awansować dalej. Maikel Melero startujący przed swoimi widzami zaprezentował Flair Nac, Double Grab Flipa, Side Saddle California Roll oraz Cliffhanger to No Hands Landing. Josh Sheehan wiedział, że musi wyłożyć wszystkie karty na stół. Zaczął od Lazy Flipa na 35 metrów, aby później dołożyć do niego jeszcze Flair, Double Grab Flipa i Double Backflipa. Awans rozumiał się samo przez się.

Druga runda to już powrót do typowych pojedynków head to head z czasem na przejazd wynoszącym 75 sekund. W pierwszej parze pojechali Maikel Melero i Josh Sheehan. Maikel dodał do swojego poprzedniego przejazdu Surfer Tsunami oraz Nac Flair, niestety mało kto jest w stanie konkurować z podwójnym Backflipem. Josh zmodyfikował Flair z pierwszego przejazdu i wykonał Flair Indy, dodał 360-tkę Heelclicker i ponownie wykręcił podwójne salto. Komplet kasków dla Australijczyka.

W drugim półfinale zmierzyli się Levi Sherwood i Tom Pages. Levi dawał z siebie wszystko, jednak na „kosmiczne” tricki Toma mało który zawodnik ma w tej chwili metodę. Sherwood pojechał stylowo i dodał do swojego pierwszego przejazdu Nac Whipa, Ruler Indy Flipa oraz Rowedovę Flipa. Pages powtórzył swoje tricki z pierwszej rundy dodając do nich między innymi 360-tkę. Pięć kasków dla Francuza.

Ostatnią para byli Rob Adelberg i Clinton Moore. Obaj Australijczycy mają mocne ewolucje w repertuarze, jednak tym razem górą był Moore. Ponownie Volt na 35 metrach i Bundy to No Hand Landing, a do tego 360-tke, Flair, Shaolin Flip i Ruler Flip wystarczyły, aby przebić Californię Roll, Cliffhanger Flipa na 35 metrów, Egg Roll Cordova Adelberga. Inna sprawa, że lekkie dotknięcie ziemi stopą po tym ostatnim tricku na tyle zdekoncentrowało Roba, że popełnił zupełnie do niego nie podobne dwa błędy: zamiast One Hand Hart Attack wykonał słabego Seat Graba, a Indy to Heelclicker Flip nie został przez niego wykończony. Pięć kasków dla Moore’a.

Runda finałowa również zmieniła swoje oblicze w porównaniu do lat wcześniejszych. Tym razem rozegrana została pomiędzy trzema zawodnikami i każdy z zawodników musiał po czasie wykonać bonusowy trick, który liczyłby się w przypadku, gdyby dwóch riderów miało taką samą ilość punktów. Josh Sheehan powtórzył najmocniejsze tricki ze swoich dwóch przejazdów, nie zabrakło więc trzeciego tego wieczora Double Backflipa. Tym razem jednak niestety przy Flair Indy zaliczył uślizg na lądowaniu, co kosztowało go sporo punktów. Tom Pages był pod wielką presją i nie ustrzegł się błędów. Wykonał Bike Flipa,  Special Flipa i Volta. Potem szło mu trochę gorzej przy 360-tce popełnił błąd i omal nie uderzył w bandę, a po Front Flair podparł lądowanie nogą. Jako bonusowy trick wykonał Alley Oop Flair i zaliczył upadek. Ten trick nie wliczał się jednak do regularnego przejazdu. W najbardziej komfortowej sytuacji był Clinton Moore, który jechał ostatni. Australijczyk dokładnie wiedział ile z musi z siebie dać, aby pokonać rywali. Poszły więc znowu kolejno: Volt na 35 metrów, Bundy, 360-tka Nac, Flair, Shaolin Flip i Ruler Flip. Jako bonusowy Clinton wykonał ponownie Bundy.

Niestety dla obu zawodników z Antypodów sędziowie jednogłośnie stwierdzili, że komplet kasków wędruje do Toma Pages. Czy tak do końca słusznie? Nie jesteśmy do końca przekonani. Czysty przejazd Moore’a zasługiwał na pierwsze miejsce, a Pages, pomimo poziomu swoich tricków, popełnił kilka ewidentnych błędów. Francuz wygrał w Madrycie po raz czwarty z rzędu, jednak pomimo niesamowitego poziomu i niesamowitych tricków prezentowanych przez wszystkich zawodników, które sprawiły że w piątkowy wieczór w Las Ventas panowała freestyle’owa fiesta, nieznaczny niedosyt pozostał.

Ruda
zdjęcia: Red Bull

Partnerzy

facebook youtube