

Naszą wyprawę rozpoczęliśmy w piątek; 23 kwietnia wyjazdem z Płocka. Załadowaliśmy motocykle na busa oraz przyczepę i wyruszyliśmy do Hiszpanii. Tam mieli również dotrzeć pozostali uczestnicy naszej wycieczki. Podczas wyprawy mam do dyspozycji motocykl Yamaha XTZ660 Tenere. Pierwsze wrażenia były jak najbardziej na plus. Ten motocykl zawsze podobał mi się na zdjęciach, ale na żywo wygląda jeszcze lepiej. Niestety przed wyjazdem mogłem sobie pozwolić tylko na krótką przejażdżkę, wiec o jej właściwościach trakcyjnych będę pisał później.
Pierwszym celem była Tarifa, niewielka miejscowość na południu Hiszpanii, skąd kursują promy do Afryki. Dotarliśmy tam w niedzielę koło południa. Do Tangeru, portu w Maroko, przeprawiliśmy się następnego ranka. Formalności papierkowe poszły dość gładko, skorzystaliśmy z usług „pisarzy publicznych” którzy nam pomogli. Następnie ruszyliśmy do miejscowości Chewchaouem. Jechaliśmy bardzo krętymi asfaltami. I tu muszę napisać, ze jestem pod wielkim wrażeniem, w jaki sposób motorek skręca. Tak naprawdę wystarczy pomyśleć o zakręcie, a reszta zrobi się sama. Tenerka prowadzi się bardzo pewnie, mimo mocno załadowanych kufrów. Hamulce, zwłaszcza przedni, również spełniają moje oczekiwania. Jest w sam raz, nie za słaby, nie za ostry i bardzo łatwo dozowalny.
Gdy dotarliśmy na miejsce, od razu znalazł się człowiek chętny do oprowadzenia nas po ciekawszych miejscach. Po zjedzeniu pysznego obiadu ruszyliśmy dalej. Przez ruch miejski, na pierwszy rzut oka przypominający totalny chaos, przebiliśmy się dość łatwo. Na Tenerze siedzi się wysoko, wiec miałem świetną widoczność i łatwo mi przyszło ogarnąć sytuację. Udaliśmy się do Meknes, zahaczając po drodze o ruiny starożytnego miasta Volubilis. A tam, na jednej z kolumn spotkaliśmy… bociana 🙂 Następnego dnia udaliśmy się do Al Jadidy. Niestety część trasy prowadziła po szerokich dwupasmówkach. Jechaliśmy w granicach 120 km/h. I pomimo tego, ze mój kask został stworzony do motocrossu a nie turystyki motocyklowej, jechało mi się dobrze. Przednia owiewka zapewnia bardzo dobrą ochronę przed wiatrem. Ponadto kąt ugięcia kolan jest przyzwoity, kanapa wygodna, a gaz chodzi lekko, wiec nawet 9 godzinna jazda nie sprawiała problemu.
Po drodze przejechaliśmy przez stolicę Maroko – Rabat. Nie było jednak czasu na jej zwiedzanie, czekały na nas ciekawsze miejsca. Droga do Al Jadidy wiła się nad oceanem. Oczywiście nie mogliśmy sobie odmówić kąpieli, gdy zrobiło się już zbyt gorąco na jazdę. O godzinie 00.30 polskiego czasu termometry wskazywały 32 stopnie! Nawet nie chcieliśmy wiedzieć ile było wczesnym popołudniem. Następny, najdłuższy z całej wyprawy, odcinek prowadził do kulturalnej stolicy Maroko – Marrakeszu, gdzie mamy dzień na zwiedzanie. I tu wszystkie moje słowa znów znalazły potwierdzenie, jechało mi się bardzo dobrze i nawet po całym dniu jazdy nie bylem jakoś szczególnie zmęczony. Wedle moich obliczeń, spalanie kształtuje się na poziomie niecałych 4 litrów na 100 km, wiec całkiem przyzwoicie. I to najbardziej wzbudza zazdrość moich kolegów na motocyklach BMW 🙂
Pozdrawiam Damian Dymowski






