

Tradycyjnie już w ostatni weekend listopada praska hala O2 gości grono zawodników Freestyle Motocrossu. Nie inaczej było w minioną sobotę. Szesnastu Gladiatorów walczących ze sobą w czterech czterosobowych drużynach, do tego konkurs na najlepszy trick i pojedynek roku pomiędzy Dany’m Torresem i Nate’m Adamsem, rozgrzały licznie przybyłą publiczność do czerwoności.
Po zeszłorocznych jubileuszowych zawodach możnaby sądzić, że tegoroczna jedenasta edycja Gladiator Games wypadnie blado. Owszem, tym razem organizatorzy nie przygotowali takich wyczynów jak Backflip na Harley’u, czy Tandem Backflip, ale i tak Gladiator Games jest to show które zawsze warto obejrzeć.
Pierwszym punktem programu zaraz po prezentacji zawodników był pojedynek zespołów w formule „head to head”. Liczyły się nie tylko wykonywane tricki, ale również zgranie zespołu. Sędziowanie tej konkurencji przypadło Justin’owi Hoyerowi (skuter śnieżny), Robertowi Seeger’owi (założyciel fmxworld.com) i ojcu najmłodszego czeskiego zawodnika Mateja Cesaka.
Reprezentanci gospodarzy (Bohemians) w podwójnie osłabionym składzie zmierzyli się z drużyną Caterpillars. Osłabionym, ponieważ Libor Podmol walczył w tym czasie o punkty Mistrzostw Świata w Wiedniu, a Petr Pilat spędza czas na leczeniu kontuzji ramienia. Dodatkowo Ondrej Zaruba zaliczył fatalny upadek podczas treningów i nie mógł wystąpić w zawodach. Petr Kuchar, Zdenek Fusek i Radek Bilek dali z siebie wszystko jednak nie mieli szans wygrać z drużyną Chucka Carothersa, w której jechali także Daice Suzuki, Keith Sayers i Sean Nielson. Drugi pojedynek stoczyły drużyny Gladiators: Jeremy „Twitch” Stenberg, Nate Adams, Dany Torres, Wiley Fullmer oraz Mo-Bros: Morgan Carlson, Dustin Miller, Reagan Sieg i Jeff Fehr. Trzeba przyznać, że ten pojedynek był bardziej wyrównany i przez moment wydawało sie, że przez problemy z motocyklem „Twitcha” Gladiatorzy polegną na placu boju. Jednak zespół Mo-Bros, mimo, że jako jedyni wykonywali Double Can Indy w czwórkę z trzech równolegle ustawionych ramp, też nie miał idealnego przejazdu i ostatecznie do finałowej rozgrywki weszli Gladiatorzy.
Po zaciętym pojedynku na tricki pomiędzy Caterpillars, a Gladiators triumfatorami zostali ci drudzy.
Po konkursie drużynowym widzowie mieli okazję zobaczyć tricki wykonywane przez najmłodszego czeskiego zawodnika: Matej’a Cesaka. Występ 11-latka rozgrzał publiczność przed konkursem na najlepszy trick. W eliminacjach wystartowało dziewięciu zawodników, a do finałowej rozgrywki weszli: Jeff Fehr ze swoim popisowym potężnym Underflipem, Dany Torres z Seatgrab Flipem Indy, Nate Adams z 360-tką i Jeremy Stenberg z Canflipem One Hand. W finale sędziowie, tym razem: Morgan Carlson, Reagan Sieg i Petr Kuchar, jednogłośnie wybrali 360-tkę Nac wykonaną przez Nate’a Adamsa.
Po tym konkursie nadszedł moment na starcie tytanów: Nate Adams kontra Dany Torres. Dany co prawda wygrał ostatni przystanek X Fighters w Rzymie, ale to Nate wygrał całą serię zawodów. Celem pojedynku było zdecydowanie, który z nich bardziej zasługuje na tytuł zawodnika roku. Przyznać trzeba, że obaj potraktowali ten pojedynek bardzo poważnie i wykonywali tricki takie jak: 360-tka, 360-tka Nac, czy Lazy Boy Flip – to Nate oraz Double Grab Flip, Seatgrab Flip, Cliffhanger Flip – to Dany. Pojedynek ten sędziowali zawodnicy i wynikiem głosowania 9-2 wygrał Dany Torres. Tym sposobem Hiszpan, który wygrał w październiku w mieście Gladiatorów, w Pradze sam został najlepszym Gladiatorem.
Wisienką na torcie tego wieczoru był sceniczny występ Nate’a Adamsa. „Destroyer” od kilku lat rymuje i w tym roku wydał swoją pierwszą płytę z utworami rapowymi. W hali O2 zaprezentował jeden ze swoich kawałków, dzielnie wspierany na scenie przez pozostałych zawodników, i zebrał gorące owacje.
Na wielki finał wszyscy zawodnicy wyjechali na tor i przez kilka minut prezentowali widzom skoki synchroniczne ze wszystkich możliwych ramp. Gladiator Games XI przeszły do historii, w jak zawsze wielkim stylu. Nam pozostaje powiedzieć do zobaczenia za rok Prago!
relacja i zdjęcia: Ruda






