

Stworzony przez niego team FMX4EVER jest nie tylko największym zespołem zawodników w Europie, ale także dobrze zarządzaną organizacją. Jimmy razem ze swoimi riderami daje pokazy na całym świecie w ramach Red Bull X-Fighters Jams oraz dostarcza motocykle, rampy i lądowania na największe FMX’owe imprezy. Ale to nie wszystko. Wspieranie i trenowanie zawodników, sędziowanie Red Bull X-Fighters, czy realizacja tak niestandardowych pomysłów jak udział zawodników FMX w przedstawieniu Franco Dragone: House of the Dancing Water wystawianym w Makau, za tym wszystkim również stoi Verburgh. Poniżej przeczytacie wywiad z Belgiem i przy okazji dowiecie się trochę o historii FMX’u.
– Czy mogłeś cieszyć się przerwą pomiędzy sezonami, czy może pracowałeś nieprzerwanie planując już wszystko na 2012?
– Cóż nasz sezon tak na prawdę się nie kończy. Ostatnie show jakie daliśmy w zeszłym roku odbyło się w grudniu, a kolejne już podczas Supercrossu w Dortmundzie w pierwszy weekend stycznia. Jak widać nie mamy czasu na przerwy. W międzyczasie przygotowywaliśmy mnóstwo spraw na ten rok i kończyliśmy budować nową kwaterę główną. Razem z chłopakami pojechaliśmy także do Hiszpanii na kilka tygodni, żeby razem jeździć i trenować.
– Początkowo FMX4EVER składało się tylko z belgijskich zawodników i byliście raczej atrakcją dodatkową pomiędzy wyścigami MX. Teraz zespół jest międzynarodowy, a wasze pokazy często gromadzą większą publiczność, niż Motocross. Opowiedz jak to się zaczęło i jakie były najważniejsze wydarzenia w historii teamu.
– Odkąd byłem dzieciakiem lubiłem skakać. Kiedy zobaczyłem w magazynach Metzgera robiącego tricki i Briana Swinka z Can Can’em, również chciałem tego spróbować. Co też zrobiłem. W tym czasie jeździłem GP i Supercross, jednak nie było możliwości, żeby żyć ze skakania w Europie. Do 2002 roku w dalszym ciągu uczyłem się nowych tricków i wtedy też zdecydowałem się skoncentrować na FMX. Chciałem czegoś nowego w moim życiu, zbudowałem więc mobilną rampę i spróbowałem szczęścia.
Początkowo sądziłem, że ciężko będzie zapełnić grafik pokazami, ale promotorzy znali mnie z wyścigów, więc zatrudniali mnie, abym skakał pomiędzy poszczególnymi biegami. Miałem także kilka pokazów w Szwajcarii, gdzie Mat Rebeaud wystąpił ze mną w jednym ze swoich pierwszych pokazów w karierze. Nie było lekko dbać o wszystko samemu i jeszcze dawać jednoosobowe pokazy 🙂
W 2003 roku dołączył do mnie Bjorn van den Broeck lepiej znany jako „Broecky”. Od tej pory już nigdy nie oglądaliśmy się za siebie. W międzyczasie wielu zawodników odwiedziło mnie w Belgii, aby przekonać się jak to jest skakać z rampy. Massimo Bianconcini i Micki Monti pierwszy raz w życiu latali z rampy u mnie. Ailo Gaup i Oystein Kjorstad przyjeżdżali na regularne treningi. Pomogłem wielu chłopakom dołączyć do europejskiej sceny FMX.
Także w 2003 Nicolas Ortuno z Hiszpanii przyjechał na dwa miesiące, żeby trenować i dawać z nami pokazy. Minął zaledwie rok od tego, kiedy przestałem się ścigać, a już wtedy mogłem co tydzień skakać z rampy z przyjaciółmi! Wkrótce promotorzy zaczęli mnie pytać, czy mam znajomych w Ameryce, którzy mogliby przylecieć i dołączyć do naszych pokazów. Zacząłem więc również sprowadzać zawodników. Tak się wszystko zaczęło kręcić.
W 2004 roku zbudowaliśmy nasze pierwsze mobilne lądowanie, żeby móc dawać pokazy w fajnych lokalizacjach. Wtedy też zaczęliśmy występować podczas imprez Monster Jam i Red Bull X-Fighters Exhibitions, które teraz nazywają się Red Bull X-Fighters Jams. W trakcie lat to przede wszystkim moi dobrzy znajomi dołączyli do mnie i mojej przygody. W 2007 roku KTM zaproponował nam jeżdżenie dla nich, ponieważ już wtedy zajmowałem się europejskimi motocyklami Nicka Franklina (Nowa Zelandia) i Ronniego Rennera (USA). W ten sposób staliśmy się pierwszym fabrycznym teamem freestyle’owym. 2007 był także rokiem, w którym po raz pierwszy dostarczyliśmy rampy dla Red Bull X-Fighters w Slane Castle. Teraz zajmujemy się logistyką, rampami i motocyklami podczas całej serii. Moje doświadczenie nabyte przez lata bardzo pomaga w tym, aby ta praca była wykonana najlepiej jak się da. Nie tak dawno wysłaliśmy dwa kontenery do Dubaju, to będą niesamowite zawody! Wszystkie te rzeczy łączą się ze sobą, dlatego też właśnie FMX4EVER ma od niedawna nową kwaterę, aby pomieścić wszystko pod jednym dachem!
– Dzięki za przedstawienie części europejskiej historii FMX’u! Powiedz nam, kto aktualnie jest w teamie, żeby uświadomić ludziom, że FMX4EVER to nie tylko Jimmy Verburgh.
– Z Belgii są: Broecky (Bjorn van den Broeck), Stoica (Steven Stuyven), Gilles DeJong i Nico Vink. Z Czech Martin Koren, z RPA Nick de Wit, Nową Zelandię reprezentuje Nick Franklin, a USA Ryan Logan. Ponadto z Niemiec Tobi Immler, a z Wielkiej Brytanii Chris Brock. To są zawodnicy, z którymi bardzo blisko pracujemy przez cały rok. Większość z nich mieszka tu w Zelzate. Ale mamy także zawodników, których wspieramy i dajemy z nimi pokazy, ponieważ są także sponsorowani przez Red Bulla i KTM: Daniel Bodin ze Szwecji, Mat Rebeaud ze Szwajcarii, Petr Pilat z Czech i Ronnie Renner z USA. Morgan Carlson ze Szwecji, niedawno dokonał poważnych zmian w swoim życiu zawodowym, ale przez długi czas był bardzo zaangażowany w rozwój teamu.
– Jak sobie radzisz z codziennymi obowiązkami, tym żeby wszystko było na swoim miejscu i działało? Czy chłopaki się zachowują i wspierają cię, żeby rzeczy często niemożliwe stały się możliwe?
– Na miejscu jest zawsze czterech-pięciu chłopaków, którzy tu mieszkają. Każdy z nich jest z innego kraju, co tworzy wielki miks kulturowy! Nikt nie jest taki sam, ale jesteśmy przyjaciółmi i przyzwyczailiśmy się do mieszkania razem. To nie zawsze jest łatwe, ale oni wiedzą, że to jest nasza praca i po to wszyscy żyjemy. Bez nich rozwój FMX4EVER do takich rozmiarów, jakie ma obecnie nie byłby możliwy – dzięki chłopaki! 🙂
– Kto wchodzi w skład głównej grupy, tej która pomaga ci organizować wszystko?
– Większość z nich wie, co ma robić, ponieważ stało się to dla nas swoistą rutyną. Oczywiście kilku z nich ma tutaj „prawdziwą” pracę. Stoica zajmuje się grafiką i projektowaniem, Ryan odpowiada za rampy i ciężarówki, Broecky organizuje część logistyki na pokazy, Martin dba o marketing i sprzedaż naszej linii odzieżowej, a ja robię całą resztę…
– A jak tam tor za twoim domem, rozbudowywaliście go znowu w ostatnim czasie?
– Przebudowujemy go regularnie, tworzymy sobie nowe możliwości. To bardzo dobre miejsce z najróżniejszymi rampami i basenem z gąbkami, czyli z wszystkim czego potrzebujesz, żeby się rozwijać.
– Wiemy, że przygotowujecie również tor treningowy w Hiszpanii. Możesz nam powiedzieć o nim coś więcej?
– Tak mamy teren niedaleko miasta Torrevieja na południu Hiszpanii. To chyba najlepsze miejsce w Europie, żeby móc trenować zimą. Obok znajduje się także tor do Motocrossu. Chcę, żeby moi zawodnicy jeździli dużo po torach, ponieważ niektórzy z nich zapominają, że FMX bez MX nie działa za dobrze.
– Plotki głoszą, że w drodze jest kolejny duży projekt. Czy możesz zdradzić nam kilka szczegółów, czy jeszcze na to za wcześnie?
– Tak jest nowy projekt. Dotyczyć będzie zarówno Motocrossu, jak i FMX’u, ale na wyjawianie w tej chwili szczegółów jest jeszcze za wcześnie, także przykro mi…
– Pomówmy o sponsoringu. Czy trudno jest znaleźć ci sponsorów dla swojego teamu, czy też może przez regularną obecność w mediach jest łatwiej, niż gdyby każdy z nich starał się z osobna?
– Sponsoring nigdy nie jest łatwą sprawą. To gra o spora stawkę i naprawdę trzeba na niego ciężko pracować. To także kwestia kogo znasz w tym biznesie i uświadomienie, że to właśnie ty będziesz najlepszym reprezentantem danej marki. W tym roku dla całego teamu podpisaliśmy umowę ze Scott Sports, Akrapovic dołączył do nas w tym roku, podobnie jak GoBandit. Także będziemy mogli więcej filmować i dostarczać fanom jeszcze więcej szalonych video. Oczywiście na pokładzie nadal jest KTM i Red Bull, którzy bardzo nam pomagają. Denicol sponsoruje mnie odkąd miałem 13 lat, a od długiego czasu wspiera także cały team.
– Ostatnie pytanie, które pewnie nurtuje każdego jeżdżącego bardziej lub mniej profesjonalnie zawodnika: jak stać się członkiem FMX4EVER?
– Hmmm to pytanie, które dostaję niemal każdego tygodnia… Pewnego dnia być może zobaczę cię na pokazie, spotkam na imprezie i nigdy nie wiadomo… FMX4EVER to jest w nazwie!
Więcej o teamie na: www.fmx4ever.com
tłum. i oprac. Ruda
źródło i zdjęcia: FMXWorld






