
Radiowa Trójka ma Marka Niedźwieckiego, kiepskie filmy Tomasza Knapika, a motocross? Andrzeja Rencza. Zapraszamy wszystkich do czytania wywiadu z panem Andrzejem – głosem polskiego motocrossu, który ma zawsze wiele do powiedzenia. Pan Andrzej opowiada o przeszłości i o przyszłości motocrossu w sposób dla siebie charakterystyczny, mimo że nie wszystko jest na właściwych torach to humor zawsze mu dopisuje.
MotoX.com.pl: Od ilu lat już konie po betonie jadą?
Andrzej Rencz: Ja już siedzę w sporcie od roku 1966. Sam ponad 20 lat jeździłem w motocrossie, rajdach obserwowanych (trail przyp.red) oraz rajdach enduro, a od kilkunastu lat jestem sędzią klasy państwowej, instruktorem motorowym i spikerem na wszystkich zawodach motocrossowych w naszym kraju.
MotoX.com.pl: A jak wygląda pana praca jako spikera?
Andrzej Rencz: Jestem na wszystkich zawodach i do każdych muszę się przygotować. Także znam wszystkich zawodników. Kto z kim jeździ, jakie zdobywał nagrody, kto z kim i gdzie rozpoczynał karierę, oczywiście znam historię wszystkich klubów w Polsce oraz miast gdzie organizowane są zawody. Wszystko mam w jednym palcu i znam na pamięć. Więc bez problemu mogę napisać pracę magisterską na ten temat. Nie muszę patrzeć do książki przygotowuję się jak do szkoły i matury, którą zdawałem 68 roku, czyli bardzo dawno i nie prawda.
MotoX.com.pl: Ale nie tylko pan w rodzinie ma zapędy motocyklowe?
Andrzej Rencz: Jestem opiekunem mojego syna, który jeździ, ale już w maratonach. Teraz ostatnio startował w rajdzie Berlin-Wrocław, gdzie jechał także Małysz. Syn wygrał dwa prologi na poligonie i w centrum miasta. Był 14 Mistrzem Polski, Mistrzem Świata w Enduro, Vice-Mistrzem Europy zdobył wszystko. Tylko Dakaru nie ukończył. Jechał przez 9 etapów. Do Mauretanii dojechaliśmy.
MotoX.com.pl: Jak pan ocenia poziom polskiego motocrossu? Rozwija się? Czy raczej stoi w miejscu?
Andrzej Rencz: Poziom naszego motocrossu jak bym miał oceniać jak w szkole jest na poziomie 3+ może 4. Kilku zawodników jest wybijających się, ale o tym można by o wiele więcej opowiedzieć.
MotoX.com.pl: A jakie są tego powody?
Andrzej Rencz: Po pierwsze nie jest to dyscyplina olimpijska. Po drugie wszyscy, którzy tutaj jeżdżą chodzą do szkoły, albo obok szkoły, albo studiują, pracują, a przy okazji jeżdżą i trenują. Jest kilku zawodników Łukasz Lonka, Maciek Zdunek, bracia Kędzierscy, Arkadiusz Mańk. Reszta musi chodzić do szkoły i pracować. A tutaj trzeba ciężko trenować, a nie ma czasu.
MotoX.com.pl: A jak to kiedyś wyglądało?
Andrzej Rencz: Od roku 1989 kiedy była pierestrojka w naszym kraju każdy musi sobie kupić motocykl za własną kasę. Kiedyś za moich czasów jak ja byłem młody i piękny były przydziały do klubów. Motocykl marki Simson, marki CZ, czy Jawa. Kto miał trochę siły, umiejętności to jeździł. Były obozy, zgrupowania. Były kluby wojskowe Śląsk Wrocław, Czerwone Berety Kraków, Polonia Piła to były potęgi w sporcie motorowym i Polacy odnosili sukcesy. Nie byli może Mistrzami Świata, ale okolic(Europy przyp.red). Jak wspominałem rok 1989 pierestrojka i teraz kto ma kasę to jeździ, kto nie ma kasy ten patrzy. No niestety klubu nie kupują motocykli. Mogą pomóc przy wyjazdach na zawody, ale już nie przy motocyklach.
MotoX.com.pl: A co z przyszłością?
Andrzej Rencz: Ojj jak my dojdziemy do władzy to to zmienimy. Jak sport motorowy zostanie sportem olimpijskim, a są takie przymiarki. Supercross, trial i żużel bo w jednym miejscu można zorganizować zawody wtedy może będą dotacje, kasa i zawodnicy będą mieli pieniążki jak w innych dyscyplinach i będą się tylko tym zajmować. Teraz każdy coś musi robić, żeby na papu mieć i na mieszkanie.
MotoX.com.pl: Dziękujemy bardzo za wywiad.
Andrzej Rencz: Ja też dziękuję i pozdrawiam wszystkich czytelników.
MotoX.com.pl, Jasimierz






