MXGP: Nagl wygrywa we Włoszech, pech Villopoto – video
20 kwietnia 2015
AMA SX: Dungey i Webb dominują w Santa Clara – video
20 kwietnia 2015
Pokaż wszystkie

Michał Latoch i atak na Rajd Dakar 2018- Wywiad

Ma pasję i jest zawzięty. Jak niemal każdy off-roadowiec marzy o starcie w Rajdzie Dakar. To co różni go jednak od kolegów, to fakt, że on postanowił spełnić swoje marzenie. Zebrać pieniądze, przygotować się i w 2018 roku ruszyć na podbój Ameryki Południowej na motocyklu. Michał Latoch już może pochwalić się pierwszymi sukcesami swojego projektu „Od zera do bohatera Dakar 2018″.

 

Zacznijmy może od początku, czyli skąd wziął się pomysł na taką formę realizacji dakarowego marzenia?

 

– Dakar to moje marzenie, jak każdego rajdowca, a już rok temu myślałem o projekcie, który pozwoliłby mi to marzenie zrealizować. Wtedy nie do końca jednak wiedziałem jak to zrealizować. Trochę się bałem reakcji środowiska i otoczenia, bo już słyszałem głosy „gówniarz porywa się z motyką na słońce”. Wszystko zmieniło się w tym roku, kiedy dowiedziałem się, że Jeremias Gonzalez Ferioli, 19-letni Argentyńczyk uzbierał na swój start w Dakarze pozyskując wielu sponsorów na małe kwoty. Udało mu się, więc pomyślałem: dlaczego miałoby się nie udać w naszym kraju? Może Polska jest biedniejsza, ale po to są marzenia żeby je realizować. Dlatego myślę, że spróbować warto, tylko trzeba rozłożyć to w czasie, aby profesjonalnie przygotować się do startu. Bo Dakar to nie jest wyjście po bułki do sklepu. Myślę, że jeśli mi się uda, to będzie to również sygnał dla innych, że taka inicjatywa ma szansę powodzenia.

 

W takim razie cofnijmy się jeszcze dalej w przeszłość i powiedz, jakie były Twoje off-roadowe początki? Skąd się wzięła pasja?

 

– Gdy miałem 8 lat mój wujek dał mi się przyjechać na motorynce. Bardzo mi się spodobało i udało mi się namówić tatę na skuter. Po skończeniu 10 lat miałem już pierwszego crossa. Dwa lata później przesiadłem się na quada i jako piętnastolatek debiutowałem w pierwszych zawodach. Ostatecznie wróciłem jednak do swojej prawdziwej pasji, czyli motocykli. Quad był w porządku, ale też nie miałem problemów z jego sprzedaniem bo zapanował akurat boom na quady. Od tamtej pory wszystkie pieniądze inwestowałem w sport. Tak jest do dziś. Co roku staram się dużo jeździć, poprawiam wyniki i wybieram coraz trudniejsze zawody. Mam nadzieję, że progres będzie postępował i uda mi się dojść do upragnionego Dakaru.

 

Czeka Cię długa i jak to w off-roadzie, kręta droga. Jakie są Twoje bliższe i dalsze plany?

 

– Najbliższy plan to MT Rally, które startuje 15 kwietnia. Potem wszystkie rajdu Baja w Polsce, Rally Albania, MT Series i zobaczymy co jeszcze, bo w kalendarzu często pojawia się coś nowego. Widziałem zapowiedzi nawigacyjnych rajdów w Drawsku, a w październiku postaram się polecieć do Maroka. W przyszłym sezonie chciałbym już spróbować swoich sił w mistrzostwach świata i pojawić się zarówno w Abu Dhabi, jak i w Katarze. To jest też oczywiście kwestia pieniędzy, bo mój projekt zakłada pozyskiwanie funduszy na całe przygotowania, a nie tylko na wyjazd do Ameryki Południowej. W ramach zbierania środków rozstaję się w tej chwili z moim ukochanym samochodem, sprzedaję też jeden ze swoich motorów. Wszystko po to by kupić KTM Rally Replica. Ale czego nie robi się dla marzeń? Mam nadzieję, że wtedy inaczej będą też na mnie patrzeć sponsorzy.

 

Spotykasz się z pozytywnym odbiorem?

 

– Niektórzy mówili, że świruję, ale negatywnymi opiniami się nie przejmuję. Gdybym się przejmował już dawno usunąłbym swój FanPage, na którym wciąż przybywają ludzie, którzy mi kibicują.

 

Na czym jeździsz w tej chwili?

 

– Mam 530 KTM, którą trochę przerobiłem. Choćby baki i stelaż dakarowy. To jednak nie jest ta sama skrzynia, ani jakość materiałów, jaką znajdziemy w KTM Replica. Wystarczy powiedzieć, że mój silnik wystarcza na jeden rajdowy sezon w Polsce, a w dakarówce wytrzymuje cały, morderczy, dwutygodniowy rajd. Dlatego mistrzostwa świata zdecydowanie chciałbym już pojechać tym nowym motocyklem.

 

Plan jest na 2018 i widać, że podchodzisz do tematu bardzo poważnie. Celem jest idealne przygotowanie do tego najważniejszego startu?

 

– Nie chcę sobie zrobić krzywdy. Dakar to jest ryzyko. W tym roku nieszczęśliwie zginął Michał Hernik. Dlatego w każdych kolejnych zawodach w tej chwili nie zależy mi na zwycięstwie. Traktuje je jako trening i kolejny krok w zbieraniu doświadczeń. Zdaję sobie sprawę, że Dakar to 9000 km, które mogą pogrążyć człowieka. Moim zdaniem rok to byłoby zdecydowanie za mało na przygotowania dla amatora, który chce zrealizować swoje marzenia.

 

Dalszą część wywiadu przeczytać możecie na: www.dakar.pl

Fot. Archiwum Michała Latocha

Źródło: www.dakar.pl

Partnerzy

facebook youtube